Niedziela Palmowa

 

 

Każdego roku Liturgia Niedzieli Palmowej wraz z odczytywaniem Męki naszego Zbawiciela staje się dla nas „zwierciadłem wiary”. W nim każdy z nas może się zobaczyć, aby rozpoznać prawdę o sobie samym i osobistej relacji do Chrystusa. Przeżycia Niedzieli Palmowej są również rodzajem „bramy”, która prowadzi nas w głębię Wielkiego Tygodnia. Z kolei wydarzenia zbawcze Wielkiego Tygodnia uczą nas przechodzenia z wiarą ku kontemplacji podwójnego oblicza tajemnicy paschalnej: cierpienia i śmierci Jezusa oraz Jego zmartwychwstania. To wówczas moc Chrystusa Zmartwychwstałego sprawia, że na Jego imię zegnie się każde kolano istot niebieskich i ziemskich, i każdy język wyzna, że Jezus jest Panem, ku chwale Boga Ojca.

 

Oto kolejny raz w życiu wysłuchaliśmy opisu męki Pańskiej. Rodzi się trochę kontrowersyjne pytanie: I co z tego? No właśnie, cóż z tego… Bo można zatrzymać się tylko na poziomie opowiadania, opisu. Ale też można pójść głębiej. Można uświadomić sobie, że ów opis to nie tylko słowa. To prawda. To wydarzenie, bez którego moje życie nie miałoby sensu. To wydarzenie, które otwiera przede mną inną perspektywę. Jezus oddaje za mnie życie. Za moje życie. Za moje grzechy. Za moje szczęście. Za moją wieczność. Dobrowolnie! Mógł zstąpić z krzyża, ale tego nie zrobił. Mógł w każdej chwili zrezygnować ze swej misji, ale tego nie uczynił.

Mogę patrzeć na mękę Pańską tylko jak na opis. Ale mogę w tym opisie widzieć miłość Boga do mnie. A jeśli męka Pańska to pieśń miłości Boga do mnie, to muszę coś ze sobą, ze swoim życiem zrobić. Miłość Jezusa wzywa.

 

Czy jest jakiś sposób, żeby odkryć tę miłość? Jest. Warto trochę mniej się spieszyć. Warto zatrzymać się na chwilę i pomyśleć… Pośpiech zawsze przeszkadza w dotarciu do miłości, do prawdy, do dobra.

 

Wrogowie Jezusa też się spieszą, bo zbliża się szabat. Mają mało czasu. Podają zatem takie argumenty, których nie da się sprawdzić, skonfrontować. Chcą szybko pozbyć się „problemu” Jezusa. I mają mocny religijny argument: zbliża się szabat.

 

Pewien człowiek modlił się takimi słowami:

 

Panie, tak się spieszyłem, a on leżał na ziemi i nie mogłem się przy nim zatrzymać. Spojrzałem na zegarek. Byłem umówiony… Szli za mną inni. Liczyłem na to, że oni to zrobią. Nie wszystkim się tak spieszyło jak mnie. Dziś wyjątkowo nie miałem czasu. Mam tyle na usprawiedliwienie. Właściwie to jestem niewinny… Tylko nie wiem, dlaczego nieustannie przed mymi oczyma leży ten człowiek na ulicy i nie mogę o nim zapomnieć… Sumienie oskarża mnie. Jest wieczór, a ja się boję, że ten człowiek wróci do mnie w snach. Pośpiech utrudnia, a czasem uniemożliwia ludzką postawę wobec potrzebujących. Dostrzegam to dziś. Zastanawiam się, ile to razy tylko dlatego, że się spieszyłem, nie dostrzegłem potrzebującego. Panie, przebacz mi grzechy zaniedbanej miłości bliźniego, których nie dostrzegam (ks. E. Staniek, Modlitwa marnotrawnego syna).

 

Pośpiech jest często powodem naszych małych skazań, wyroków – bo nieudzielenie pomocy jest w pewnym sensie skazaniem człowieka, wydaniem na niego wyroku.

 

Jak zatrzymać pośpiech? Jest wiele sposobów. Jednym z nich jest praca nad sumieniem, wsłuchiwanie się w jego głos. Piłat usłyszał głos swego sumienia, gdy wypowiedział słowa: „Ja nie znajduję w Nim winy”. Był to jednak zbyt słaby głos, aby nie poddać się presji tłumu.

 

Jaka nauka płynie dla nas? Należy podjąć większy wysiłek związany z pracą nad sumieniem. Każdemu z nas – jeśli tej pracy braknie – sumienie może się spaczyć. Tu nie ma mocnych… Praca nad sumieniem to codzienny rachunek sumienia. To podejmowanie każdego dnia decyzji o powrocie do Boga. Codzienne powroty do Boga kształtują sumienie, ustawiają je właściwie, czynią wrażliwym na ludzką biedę; codzienne powroty zwalniają nasze życie, uświadamiając jego cel. Postarajmy się w Wielkim Tygodniu bardziej zatroszczyć się o codzienny rachunek sumienia.

Dobra Rada

Głębokiego i mądrego przeżycia Błogosławionego i Świętego Wielkiego Tygodnia.